Jako jedna z nielicznych wygrałam wycieczkę do Seulu. Pond miesiąc tak daleko
od domu. Było to dla mnie spełnienie marzeń, ponieważ nie widziałam z rana gęby
mojej siostry.
Starałam się trzymać grupy. Nie potrafię porozumieć się po koreańsku, tylko
angielski i ewentualnie japoński wyrwałby mnie z kłopotów.
Przystanęłam na moment i przykucnęłam, aby zawiązać sznurowadła. Kiedy się
podniosłam, kichnęłam. Powietrze wokół mnie zawirowało, aż musiałam zrobić krok
w tył. Otrząsnęłam się i nagle zorientowałam się, że się zgubiłam.
Zaczęłam szukać swojej grupy. Niestety nikogo z niej nie znałam, aczkolwiek
pamiętałam adres hotelu. Weszłam do jednego, drugiego i trzeciego sklepu. Nikt
nie potrafił mi pomóc, ponieważ nie znali angielskiego ani
japońskiego.
Weszłam do małego sklepu jubilerskiego. Podeszłam spokojnie do lady i
odezwałam się w języku angielskim.
- Gdzie znajdę hotel Aqua? - zapytałam.
- This isn't the best moment – powiedziała kobieta i wskazała na pięciorga
złodziei.
- Oj – jęknęłam cicho.
Mężczyzna mówił coś do mnie, lecz ja patrzałam na niego beznamiętnie. Mówił,
plując mi w twarz.
W końcu miałam dość. Wymierzyłam mu kopniak w samo krocze i stoczył się na
ziemię.
- To już w Polsce chowają swoje twarze – prychnęłam.
Nagle poczułam na swojej skroni zimną stal. Otwarłam oczy szerzej,
rozumiejąc, że kolejny przyłożył mi stal do skroni.
~No pięknie – pomyślałam i czekała w ciszy.
Mężczyzna ryczał na mnie, lecz ja nic nie rozumiałam. Usłyszałam cyknięcie i
wszystko wydarzyło się dosłownie w ciągu kilku sekund. Broń wypaliła, a ja
sądziłam, że nie żyję. Otwarłam jedno oko i zobaczyłam chłopaka o czarnych
włosach. Poruszał się za szybko jak na zwykłego człowieka. Zobaczyłam pocisk w
ścianie, ale bardziej interesował mnie chłopak. Który wyglądał nieco jak panda i
walczył tradycyjnymi sztukami walki.
Kiedy wszystko się skończyło, podszedł do mnie i uśmiechnął się, po czym
powiedział coś do mnie. Jak na złość nic nie rozumiałam.
Spojrzałam na jego dłonie. Były zakrwawione. Rozejrzałam się i złapałam go za
nadgarstek. Pociągnęłam go za sobą na tył sklepu, gdzie znajduje się apteczka.
Chłopak usiadł na krześle, a ja przykucnęłam przed nim. Wyglądał na lekko
zdziwionego, kiedy opatrywałam mu dłonie. Co jakiś czas krzywił się z bólu i
szczypania.
Zaczął coś mówić, a ja straciłam cierpliwość.
- I don't understand, beacuse i come Poland. I'm sorry, it's my
foult.
- You're cute and interesing girl! - zaśmiał się. - You're brave!
W końcu zrozumiałam, kim jest ta osoba siedząca przede mną.
- You stopped time ? - zapytałam.
Przytaknął i nagle wszystko stało się jasne.
- Tao, Samantha love you - palnęłam.
Spojrzał na mnie uśmiechnięty, a ja zakończyłam opatrywać mu rany.
Wyszłam z zaplecza i poczułam, jak coś cieknie mi z nosa. Spojrzałam w górę.
Przede mną stał Kris.
- Tao is there – wskazałam i ominęłam chłopaka.
Opuściłam sklep i ponownie kichnęłam. Powietrze odrzuciło mnie wprost na
chłopaka o tęczowych włosach. Sehun. Dopiero po kilku sekundach zauważyłam, że
leże na nim, a nasze usta stykają się ze sobą.
Nagle Sehun zaczął mnie całować, a ja myślałam, że wyjdę z siebie.
Odsunęłam się od niego i poprosiłam. Udałam się za róg, gdzie wybuchłam
głośnym śmiechem.
Obudziłam się na ziemi między łóżkiem a biurkiem. Wstałam odrętwiała i
spojrzałam na zegar. 9:33
- Częściej chce takie sny! - powiedziała do siebie.
- Częściej chce takie sny! - powiedziała do siebie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz