Przydałoby się wkońcu zabrać porządnie
do nauki T-T xD
JK
#46 Dzień
W piątkowe wieczory na hali odbywał
się trening łączony szkolnej drużyny koszykarskiej, damskiej i męskiej.
Zazwyczaj mieli osobno, ale trener sądził, że jeden taki rodzaj treningu w
tygodniu pomoże im także zaakceptować swoje i płci przeciwnej umiejętności.
Rozgrzewka, ćwiczenie akcji i potem
krótki mecz. Pomieszane pierwsze składy.
Po boku trenera, stała jego siostra,
robiąca za drugiego trenera. Przez swoją kontuzje jedynie tak mogła
uczestniczyć w treningach. Mimo wszystko wszyscy jej słuchali i była bardziej
surowa od Sungmina. Dla niej wszystko musiało być perfekcyjne. Ciągle
krzyczała, żeby dawali z siebie wszystko, by nie stali w miejscu, ale biegali i
kryli wyznaczonych przeciwników. Za każde dwa, stracone punkty osoba kryjąca
tego, co trafił, robiła po dziesięć pompek.
Najlepszym „strzelcem” w drużynie
męskiej był Kang Daesung, a w damskiej Kang Yejin, bliźniacy, jedynie z
charakteru i upodobań podobni. Dlatego zawsze trafiali do przeciwnych drużyn, a
kiedy im szło odebrać sobie piłkę dochodziło nawet i do przemocy fizycznej.
Nikt nie pytał się ich jak żyją w jednym domu, ale podejrzewali, że na boisku
wyżywają się na sobie, a w domu są kochającym się rodzeństwem. Dlatego także
zawsze oni robili najwięcej karnych pompek.
Sungmin zawsze sobie powtarzał, że
robi to tylko dla ich dobra. Tak samo jak stawianie naprzeciwko siebie Myungsoo
i Krystal, byłej, uroczej pary miało być pomocą na polepszenie ich stosunków,
więc za każde brzydkie słowo dostawali po piętnaście brzuszków.
- Pamiętajcie, to tylko dla waszego
dobra – mówił Bang Sungmin uśmiechnięty od ucha do ucha.
Tego dnia Ah In i Hyuna zaliczyli
najkrótszą akcje w swojej historii. Ktoś wyrzucał piłkę z połowy, po aucie.
Podał do Yoo, który odbił piłkę kilka razy i rzucił do Hyuny. Ta stojąc
praktycznie pod koszem, odbiła raz i wpakowała piłkę do kosza.
- Mówiłem byście rozgrywali szybkie i
intensywne akcje – mówił Bang.
- Ale nie aż tak – dokończyła
zaskoczona SooJi.
- To było ładne, co wy chcecie –
odezwał się nagle Sangwoo stojący obok SooJi.
Ta odskoczyła i wpadła na trenera.
- Wystraszyłeś mnie! – krzyknęła.
- Mogę porwać Hyune na chwilę? –
spytał Shin – Dosłownie na sekundkę?
- Poczekaj – odpowiedział Sungmin –
Już kończymy.
Odezwał się gwizdek. Yejin zaproponowała, by pójść do jakiegoś klubu się zabawić, ale wszyscy byli zbyt wymęczeni po całym dniu. Na dodatek przegrana drużyna musiała zrobić kolejne dwadzieścia pompek, gdy zwycięzcy zrobili krótkie rozciąganie
i pobiegli do szatni.
Ah In po pompkach i rozciąganiu
podszedł do szatyna.
- Trzymasz się? – spytał Yoo.
- Tak, dzięki. – odpowiedział Shin.
- Kim mi powiedział wszystko…
- W porządku. Już taki jest – Sangwoo
się uśmiechnął i wyminął sportowca, po czym podszedł do Hyuny.
- Przypomniałeś sobie o mnie –
spytała ponuro podnosząc się z ziemi.
- Przepraszam, nie chciałem by to tak
wyszło. Miałem trudny ostatni tydzień i nie… Nie mogłem się z tobą spotkać czy
wyjść gdzieś.
- Nie mogłeś? – powtórzyła z
ironicznym śmiechem – Rodzice ci zabronili?
- Nie masz pojęcia, co się wydarzyło.
- Więc oświeć mnie! – krzyknęła.
- Nie tu, nie teraz. Przebierz się.
Pójdziemy coś zjeść. – dodał spokojnie.
- Nie przeszkadza ci, jeżeli się
przejdziemy? – spytał Shin, po pół godzinie, gdy dziewczyna wkońcu wyszła ze
szkoły.
- Nie. Pewnie – odpowiedziała Hyuna,
była już spokojna, ale widać było, że płakała niedawno.
Podszedł do niej blisko i przytulił
ją mocno.
- Przepraszam, że taki byłem. – mówił
cicho.
W drodze do jakiegoś baru opowiedział
jej wszystko, ciągle ją przepraszał, że to tak wyszło i że ma nadzieję, że mu
wybaczy. Ona siedziała cicho, nic nie mówiąc po prostu szła przed siebie z
opuszczoną głową.
- Sangwoo – zaczęła nagle – Pamiętasz
jak mówiłeś, byśmy się w to zbytnio nie angażowali?
- Tak.
- Więc niech tak zostanie –
uśmiechnęła się trochę nerwowo.
- Znalazłaś już sobie kogoś innego? –
spytał Shin prosto z mostu – Rozumiem. Odtrąciłem cię, czułaś się zagubiona,
czy coś takiego. – zatrzymał się i odwrócił się plecami do dziewczyny unosząc
głowę – Jesteś ładna, nie dziwię się, że ktoś się tobą już zaopiekował.
- Stawiasz mnie w świetle, jakbym ja
była tą winną – powiedziała brunetka – Poza tym nawet nie potwierdziłam
niczego.
- Ha! – wykrzyknął i spojrzał na nią
– Mam cię!
- Wiesz, ta rozmowa nie ma sensu.
Poza tym… - westchnęła – Przypomniałam sobie, że mam coś ważnego do zrobienia
jeszcze. Jakby co to możesz zadzwonić. To cześć. – uśmiechnęła się smutno i
zaczęła iść dalej szybkim krokiem.
Wyciągnął telefon i zadzwonił,
patrząc w ziemię.
- Sangwoo – powiedziała, gdy odebrała
– Nie tak…
- Kocham cię. Tyle chciałem
powiedzieć. Naprawdę kocham. – uniósł głowę i spojrzał w jej kierunku – Chciałem
po prostu, żebyś wiedziała. – rozłączył się i ruszył w przeciwnym kierunku.
- Sangwoo! – krzyknęła dziewczyna,
przez co szatyn się odwrócił – Też cię kocham – zachichotała i dalszą drogę
podskakiwała z radości.
#50 Dzień
Wcześnie rano niektórzy z klas
sportowych wybierali się na zawody pływackie, odbywające się w innej szkole.
Stali w małych kupkach przed szkołą, czekając na trenerów. Było już dość zimno
i wszyscy przeskakiwali z jednej nogi na drugą, by się chociaż odrobinę
rozgrzać.
Wśród nich także byli także Dongwoon
trzymający za rękę Misoo, a obok Hyoyeon. Rozmawiali i śmiali się dość głośno.
- Myślisz, że twój brat… - zaczął
Son, ale pokręcił głową – Sangwoo hyung pójdzie z tobą?
- Nie wiem. Muszę go złapać, gdy
będzie wchodzić do szkoły – odpowiedziała Misoo.
- Idzie – powiedziała cicho Hyo.
- Oppa! – wykrzyknęła radośnie Misoo,
aż przestraszyła przechodzącego obok tłumu Sangwoo ze słuchawkami w uszach.
- Co się stało? – spytał oddychając
głęboko.
- Mam zawody pływackie dzisiaj.
Pojedziesz ze mną? Proszę.
- A co mnie to obchodzi – prychnął,
po czym się roześmiał – Mam lekcje, potem próbę i trochę trudno, to olać.
Jedziesz już z Dongwoon’em i Hyoyeon, oni się tobą zajmą. – odwrócił się i
zaczął iść pod wejście do szkoły.
- Kiedyś zawsze jeździłeś!
- Kiedyś – powtórzył otwierając drzwi
i przenosząc wzrok na nią – Wybacz. Wszystko się zmieniło.
- Ja tak nie uważam.
- To już twój problem. – rzucił i
wszedł do budynku.
Pierwsza lekcja, najwspanialszy
przedmiot, królowa nauk. Matematyka!
Sangwoo będący w dość dobrych
stosunkach z nauczycielem, na jego
pytania odpowiadał fragmentami z różnych dzieł Szekspira.
- Masz za dużo czasu? – spytał Daniel
Choi.
- Można tak powiedzieć. – zaśmiał się
Shin.
- Ktoś ma jeszcze za dużo czasu? –
dopytał nauczyciel i rozglądnął się po klasie – Nie? To dobrze, tak więc panie
Shin na jutro dodatkowo dziesięć wybranych zadań, z tego tematu i oczywiście,
to co zadam po lekcji. Tak, żebyś wykorzystał swój wolny czas pożytecznie.
Rozumiemy się?
- Ale…
- „Tu z mej nauki zbierałaś, Mirando,
Lepsze
owoce od innych księżniczek,
Którym
czas zbiega na pustej nauce,
Pod okiem mistrzów mniej ode mnie
bacznych.”
Sangwoo krzyknął ze zdziwienia.
- Więc? – zaśmiał się Choi – Jeszcze
pięć?
Shin machał ręką próbując sobie
przypomnieć co było dalej. Przyłożył dłoń do czoła.
- Dziesięć plus dziesięć? Co ty na to?
– śmiał się nauczyciel.
Chłopak uniósł palec do góry, coś mu
już świtało.
-
„Boże ci zapłać za twoje starania!
Lecz
teraz, ojcze, powiedz mi przyczynę
(Bo
myśl ta ciągle duszę moją dręczy),
Dla której straszną burzę wywołałeś.”
- A niech cię Shin Sangwoo! Tylko
dziesięć! – zaklaskał Choi.
Gwangsuk poklepał szatyna po ramieniu.
- Brawo Mirando – zaśmiał się Oh.
- Kij z Mirandą, tylko dziesięć…
- Z drugiej części rozdziału, czyli te
dłuższe, a nie na jedną linijkę – przerwał mu Daniel.
Po lekcji SooJi złapała szatyna.
- Gratuluje. Jesteś niesamowity –
powiedziała – Już widziałam to szczęście na jego twarzy, że dowali ci jeszcze
dziesięć. Ma za swoje! Ale skąd znasz to tak na pamięć?
- Pracuje i mam dość… Dość… Lekką
pracę. – odpowiedział, ale wtedy Taejong odsunął go siłą od dziewczyną. – Co
jest?
- Feeldog.
- Co z nim?
- Choi go znowu poprosił do siebie –
powiedział zdyszany Nam.
Rzucili się biegiem w stronę klasy,
gdzie przed chwilą mieli lekcję. Sangwoo chwycił za klamkę, ale drzwi były
zamknięte.
- Jesteś pewien, że on nie wyszedł? – dopytał Shin.
- Tak. – Nam wyszperał coś w telefonie
i pokazał koledze – Wysłał mi tylko krótkie „Ratuj”.
- Cholera.
Z klasy wychylił się nauczyciel i
patrzył na nich zdziwiony.
- Co się stało? – spytał. –
Chcieliście wejść? Drzwi musiały się zatrzasnąć.
- Proszę się odsunąć i nie robić
zamieszania. – rzucił Shin.
Taejong odsunął nauczyciela siłą i
wszedł do klasy. Gwangsuk siedział na ławce skulony i trząsł się.
- Sukkie? – zaczął Nam kładąc dłoń na
jego ramieniu – Już wszystko w porządku.
- Nie nazywaj mnie tak – rzucił Oh i
uniósł głowę.
- Zbierajmy się stąd. – dodał Sangwoo
po czym wziął plecak kolegi i pomógł mu stanąć na nogi.
W ciszy opuścili salę podtrzymując
nadal trzęsącego się Feeldoga. Wyszli z nim na zewnątrz, by mógł poczuć świeże
podmuchy na twarzy. Ten wyciągnął coś na kształt „piersiówki”, rozejrzał się,
po czym wziął kilka łyków.
- Nienawidzę tej dziwki – powiedział
wkońcu. – Shin, ty lepiej uważaj na niego. Pogrywasz z nim. Jeszcze pomyśli, że
w twoich słowach jest jakiś głębszy sens. Szczególnie na tych twoich próbach,
nie zostawaj z nim sam na sam. Zabraniam ci tego.
- Dobrze, dobrze – powiedział Sangwoo
siadając obok.
- Panowie nie idą na lekcje? –
wykrzyczała nagle dyrektorka – Już po dzwonku.
- Już idziemy! – odpowiedział jej Nam.
- Jak będziesz się przebierać w
rajstopy, czy coś, też musisz uważać, czy tego pedofila nie ma w pobliżu –
ciągnął Gwangsuk mając już odrobinę lepszy nastrój – Jakby co, daj mu w mordę i
spierdalaj, gdzie pieprz rośnie. A ty… - zwrócił się do Taejonga, ale prawe od
razu machnął ręką – A nie, bo ty jesteś brzydki.
Nam rozłożył ręce po czym się
roześmiał.
- Chodźmy już. Czas zmalować kolejną
tonę jabłek i dzbanków z wodą – zaśmiał się Shin.
- Szkoda, że ta baba już nie każe ci
się rozbierać przy całej klasie.
- Ta, bardzo szkoda. – szatyn pokazał
język. – Idziemy?
- Poczekaj. – zatrzymał go Oh.
- Co jest?
- Sooyoonie idzie. – uniósł dłoń w
geście powitalnym.
- Pójdę pierwszy – Sangwoo wstał, ale
Feeldog go pociągnął tak, że usiadł znowu.
Kim był w samej bluzie, jego włosy
rozwiewał wiatr we wszystkie strony i raczej trudno było stwierdzić jaki obecnie
mają kolor. Widząc Shin’a zawahał się chwile, rozglądnął, po czym podszedł do
kolegów wymyślając temat do rozmowy.
- No hej – zaczął – Nie zgadniecie kto
wczoraj dzwonił.
- Ten gość i chce byśmy znowu zagrali,
by mógł nas posłuchać i upewnić się, czy na pewno nas chce? – spytał bez wyrazu
Gwangsuk po czym wziął jeszcze jeden łyk swojego „napoju”.
- Cholera, mógłbyś się chociaż
ucieszyć! – zaśmiał się Kim.
- A z czego tu się cieszyć? – spytał
Oh, po czym spojrzał na Sangwoo udającego, że robi coś na telefonie.
Ten podniósł wzrok, czując, że wszyscy
na niego patrzą, rozejrzał się po kolegach.
- Co?
- Sangwoo, nie bądź taki! Wróć do nas!
Bez ciebie nie damy rady – powiedział histerycznie Nam – Dzięki tobie jak
wychodzimy na scenę mamy tę wiarę i pewność siebie.
- Już zdecydował – rzucił Sooyoon.
- Przestańcie tacy być! – wykrzyczał
Feeldog – Ile wy macie lat, by strzelać fochy jak nastolatka w czasie okresu?
- Jesteśmy zespołem! – dodał Taejong.
- Wybaczcie chłopaki. – wtrącił Shin
wstając – Moja sytuacja jest dość skomplikowana. Mam pracę, potrzebuje
pieniędzy, by jakoś przeżyć. Nie mogę tego tak rzucić w cholerę.
- Jeśli się nam uda, będziesz mieć
hajsu jak lodu!
- Jeśli… – powtórzył szatyn i wrócił
do szkoły.
Shin wszedł do klasy artystycznej,
gdzie odbywały się zajęcia plastyczne. Wszyscy już siedzieli na swoich
miejscach, a w środku był przygotowany, pusty podest
- Gdzieś ty był!? – wykrzyknęła
nauczycielka - Nie za to ci płacą, byś się spóźniał.
- Nikt mi nie płaci – wzbraniał się
szatyn.
- Dostaniesz jabłko jak się spiszesz.
- Nie lubię jabłek – rzucił Shin.
- To arbuza.
- Uwielbiam arbuzy.
- Ale tym razem nie możesz mieć
niczego na sobie.
- Co!?
- Nie co, tylko proszę i to był tylko
żart. Rzuć gdzieś plecak i stań tam po prostu.
- To nie było zabawne – powiedział
chłopak kładąc plecak po ścianą i stając na środku sali na podeście.
Kobieta obeszła go dookoła kilka razy
ustawiając go w odpowiedniej pozycji, jednak ciągle jej coś nie pasowało. To że
marynarka źle wygląda rozpięta, ale zapięta jeszcze gorzej. Że koszula źle się
układa i tak samo rozpięta.
- Może jednak ściągnę wszystko? –
zaproponował zirytowany model.
- Dobry pomysł.
W międzyczasie do klasy wszedł
Gwangsuk z Taejongiem i obiecali się nie śmiać.
Sangwoo ściągnął koszulę, spodnie i
skarpetki.
- Serio nosisz bokserki – spytał jakiś
chłopak po drugiej stronie sali.
- Trzeba je zakryć, albo…
- Nie ściągnę ich! – wykrzyknął Shin.
- W porządku… SooJi! Rozbieraj się!
- Słucham?! – wykrzyknęła dziewczyna.
- Słyszałaś!
- Ale…
- Żadnych ale, już. Nie mamy czasu na
marnowanie cennych minut.
Sangwoo usiadł na podeście i po chwili
obok usadzono SooJi. Dziewczyna miała na sobie jedynie całą białą bieliznę.
Musieli siedzieć naprzeciwko siebie,
dość blisko. Niektóre części ciała mieli zasłonięte prześcieradłami. Kiedy
nauczycielka miała powiedzieć „Wspaniale” znowu zmieniła zdanie. Ściągnęła
blondynce stanik, zakryła przód prześcieradłem i uniosła dłoń Shina do policzka
dziewczyny.
- Wspaniale! – kobieta zaklaskała w
dłonie – Zostało wam dwadzieścia minut tej lekcji i następnej czterdzieści. Nie
ma przerwy, przeżyjecie. Z tego będzie ocena. Ważna, więc starajcie się.
Bang i Shin czuli się dość
niezręcznie. Ich twarze, usta dzieliły milimetry, na dodatek musieli patrzeć
sobie w oczy.
- Nienawidzę cię – powtarzała
dziewczyna, to się śmiejąc to prawie płacząc – Mogłeś przyjść na czas.
- Uwierz mi, chciałem… Zaraz mi ręka
odpadnie
- Słyszałam, że ty i Hyuna znowu
jesteście razem – wyszeptała Bang.
- A ty? Nie znalazłaś sobie kogoś?
- Nie, ale wiem, że Krystal leci na
Gwangsuka i trzeba coś z tym zrobić, bo mój brat jest trochę zazdrosny. –
dodała znowu szeptem.
- Ciekawe. – zaśmiał się Shin, po czym
dostał jakąś gazetą po głowie od nauczycielki.
- Nie płacą wam za gadanie!! –
wykrzyknęła.
Po lekcji do klasy wparowała Hyuna.
Nie dała się ubrać swojemu chłopakowi, bo ciągle nawijała, że to ona powinna z
nim tam siedzieć. Szatyn jedynie się śmiał. Uważał, że to słodkie, że jest
zazdrosna i jeszcze tak uroczo się denerwuje.
Wziął jej policzki w dłonie i złożył
na ustach namiętny pocałunek. Na tym się nie skończyło. Brunetka zapragnęła
więcej i zarzuciła ręce na jego szyje całując dalej. Jemu nie pozostało nic
prócz odwzajemniać jej pieszczot. Brakowało mu tego przez ostatni czas, jej
ciepła, zapachu włosów i smaku ust.
Po dłuższej chwili obydwoje oberwali
po głowach gazetą.
- Nie płacą wam za całowanie się! Shin
ubieraj się! Jeszcze się rozchorujesz, a tylko ty przyjmujesz takie liche
wynagrodzenie. – zaśmiała się i podała mu pudełeczko, a w nim pokrojony arbuz.
– Pojemnik do zwrotu, smacznego.
Chłopak także się zaśmiał, po czym
ubrał się z pomocą brunetki, która zapięła mu guziki w koszuli. Poprawiła
kołnierzyk po czym klepnęła go w tyłek, mówiąc, że to na szczęście. Posyłając
mu buziaka wyszła z pomieszczenia.
- Urocza z was parka – odezwał się
nagle Sooyoon.
- Nie zaprzeczę – uśmiechnął się
Sangwoo wsuwając buty na nogi.
- Wszystko porządku? – spytał Kim.
- Trzymam się jakoś. Musiałem się
wyprowadzić z domu. Ma… Znaczy… Dyrektorka chciała bym się do niej przeniósł…
Poza tym chciała bym zgłosił, to co ojciec… Znaczy… - uniósł głowę i pociągnął
nosem.
- Zrobiłeś to? - dopytał wyjadając kawałki owoców z pudełeczka.
- Nie, wtedy nie wiadomo, co by się
stało z Misoo. Jej nic nie robił, nic nie zrobi. A ja nie mogę pozwolić, by
była nieszczęśliwa. Poza tym teraz się hajta. – zaśmiał się – I będzie w domu
więcej czasu.
- Widziałem twój motor pod szkołą.
- Po trzeciej wojnie światowej
odzyskałem co nieco.
- A co… Między nami? – spytał szeptem.
- We’re
good – odpowiedział kładąc dłoń na ramieniu kolegi. – Złapię cię po
lekcjach.
Jednak po lekcjach Sangwoo uciekł z
terenu szkoły, tak szybko jak było to możliwe, ale także by nie wzbudzać
podejrzeń. Powiedział Hyun’ie, że spotkają się wieczorem, gdyż narazie
musi zrobić zadanka z matematyki. Jednak
te zadania mało go obchodziły na chwilę obecną. Jedyne o czym myślał, to by nie
dać się złapać Sooyoon’owi. Mimo to nie zorientował się, że ten wiedziony
ciekawością, śledzi go. Kiedy Shin wsiadł na swój motor, Kim dosiadł swoje
cudeńko i jechał za szatynem w bezpiecznej odległości.
Zatrzymali się dopiero jakiś kilometr
za miastem.
Sangwoo zaparkował za jakimś hotelem,
po czym wszedł do niego wejściem dla personelu.
Sooyoon zdziwiony trochę zatrzymał się
przed hotelem.
Zadzwonił do Hyuny, zapytał się jej,
czy wie gdzie Shin pracuje, udając, że nic nie wie. Jednak dziewczyna też
zdawała się nic nie wiedzieć, przynajmniej tak mówiła.
- Nie wierzę… - powiedział Kim do
siebie, po czym wszedł do środka.
Hotel wyglądał na dość nowoczesny i
elegancki. Przed wyjściem znajdował się stojak z broszurami. Kim wziął jedną i
przeglądnął. Wtedy gdzieś z boku zauważył Sangwoo kręcącego się przy recepcji.
Chłopak odłożył ulotkę na miejsce i
powolnym krokiem podszedł w stronę kolegi.
W tym samym czasie Sangwoo
przygotowywał swoje stanowisko pracy. Zajmował się witaniem i przyjmowaniem
nowych gości, a także zdarzało mu się oprowadzać ich po rekreacyjnych miejscach
hotelu.
Jednak w chwili, gdy zobaczył Sooyoona
schował się pod ladą i przekazał jakiejś dziewczynie stojącej obok, że jakby co
jego tu nie ma.
- Dzień dobry – zaczął Kim.
- Witamy pana. Czym mogę służyć? –
spytała uprzejmie dziewczyna.
- Szukam… Znaczy, chciałbym wynająć
pokój na jedną noc. Nie musi być jakiś wyrafinowany, jakikolwiek mnie zadowoli,
bym mógł się przespać i zjeść.
- Rozumiem – zaśmiała się brunetka –
Proponuję panu pokój jednoosobowy, na drugim piętrze z widokiem na miasto. W
nocy naprawdę zapiera dech w piersiach.
– dodała z szerokim uśmiechem. – Cena nie jest wysoka. Standardowa, czy
wliczyć kolację i śniadanie?
- Tak, poproszę – odpowiedział
Sooyoon.
- Poproszę jeszcze jakiś dokument.
Dalej wszystko przeszło normalnie.
Chłopak zapłacił, życzył miłego dnia, po czym poszedł do pokoju.
- Sangwoo? Co to ma znaczyć? Jesteś tu
dopiero pięć dni, a już się dzieją takie rzeczy. – dziewczyna skarciła szatyna,
gdy ten wstał.
- Przepraszam, to już się nie
powtórzy. – powiedział i ukłonił się nisko.
- Ah, zapomniałbym… - nagle wrócił się
Sooyoon, ale widząc Sangwoo uśmiechnął się i ruszył do „ataku” – Chciałbym
zamówić coś do pokoju, a skoro jestem jeszcze na dole, to wykorzystam ten fakt
– dodał uśmiechając się szeroko. Udał, że przywitał się z Shinem, jak z osobą
której nie zna i ponownie broszurę hotelową.
- Polecamy dzisiejsze danie dnia. – zaczęła
dziewczyna – Owoce morza. Podane niby prosto, tradycyjnie, ale naprawdę są
wyśmienite.
- Tak? To wspaniale. Więc poproszę.
Wraz z butelką jakiegoś dobrego wina. – uśmiechnął się i poszedł.
Sangwoo przez cały czas wstrzymywał
oddech, a właściwie zapomniał o oddychaniu, aż zrobiło mu się słabo.
- Musi być bogaty ten dzieciak. Słodki
jest, nie uważasz? – powiedziała zasłaniając dłonie policzkami.
- Ta, tylko szkoda, że to gej. –
zaśmiał się chłopak, po czym się uśmiechnął.
- Co ty gadasz? – zaśmiała się, ale
musieli skończyć pogaduszki, gdyż jacyś klienci podeszli do lady recepcji.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz